Niedziela z Dvořákiem
Niedziela z Dvořákiem
Paweł Konik – bas-baryton
Ewa Danilewska – fortepian
Michał Biel – fortepian
Wiesława Sczendzina – słowo
Program: A. Dvořák – „Pieśni biblijne” op. 99,
„Tańce słowiańskie” z op. 46 i 72 (w wersji na fortepianna 4 ręce)
Arie z „Rusałki” i Tańce słowiańskie
Antonin Dvořák (ur. w 1841 r. i zmarły 110 lat temu, w 1904 r.) – to jeden z czołowych kompozytorów świata. Czesi go uwielbiają, ale przecież i my chętnie słuchamy jego symfonii, zwłaszcza ostatnich z IX Symfonią „Z Nowego Świata” na czele, koncertów wiolonczelowego i skrzypcowego, Tańców słowiańskich i wspaniałych dzieł kameralnych.
Urodzony na czeskiej wsi, w rodzinie oberżysty i muzykanta, jako młody chłopak wyuczył się praktycznego zawodu rzeźnika. Bardziej go jednak interesowała muzyka. W 1859 roku skończył naukę w praskiej szkole organistów, jako drugi spośród trzech prymusów z opinią: Wspaniały, ale raczej praktyczny talent (…) w teorii nieco słabszy.
W 1863 roku został muzykiem orkiestry praskiego Prozatimni Divadlo (Teatru Tymczasowego) i grał w niej aż 9 lat, początkowo ponoć jako jedyny altowiolista. Grał pod batutą m.in. Bedřicha Smetany, Bałakiriewa a może nawet i Wagnera. To właśnie w tym teatrze w 1866 roku odbyła się premiera Sprzedanej narzeczonej Smetany.
W 1871 roku miało miejsce pierwsze publiczne wykonanie utworu Dvořáka, pieśni Vzpominani do słów Eliški Krásnohorskiej, notabene autorki czeskiego przekładu Pana Tadeusza. Ponieważ rzecz zakończyła się sukcesem i pochwalną recenzją, kolejne utwory kompozytora zaczynają pojawiać się na estradach koncertowych.
Rok później, po prawykonaniu kantaty Hymnus (Hymn „Spadkobiercy Białej Góry”) Dvořák zostaje uznany wschodzącą gwiazdą kompozytorską. Niebawem żeni się z córką złotnika praskiego Anną Čermakovą, ale tak naprawdę przez całe życie kochał się, jak twierdzą nie tylko biografowie, ale i autorzy haseł w encyklopediach, w jej młodszej siostrze, swojej uczennicy Josefinie.
Ogromną rolę w jego życiu odegrała znajomość z Johannesem Brahmsem, który polecił, znanego sobie jedynie z nut, kompozytora wydawcy berlińskiemu Fritzowi Simrockowi. Gdy obaj twórcy już się poznali osobiście nawiązała się pomiędzy nimi serdeczna przyjaźń.
W 1890 roku Dvořák obejmuje profesurę w praskim konserwatorium, a już następnego lata otrzymuje doktoraty h.c. uniwersytetów w Pradze i Cambridge oraz propozycję objęcia stanowiska dyrektora konserwatorium nowojorskiego. Ostatecznie wyjechał do Stanów w 1892 roku, a do kraju wrócił trzy lata później.
Pamiątką z tego pobytu są trzy wspaniałe dzieła Dvořáka, tworzące tzw. amerykański tryptyk: Kwartet smyczkowy F-dur, Kwintet smyczkowy Es-dur i wspomniana na wstępie IX Symfonia „Z Nowego Świata”.
W Stanach uwielbiał chodzić do portu i obserwować statki, podobnie jak w kraju podziwiać na dworcu lokomotywy. Sam kiedyś miał powiedzieć, że oddałby wszystkie swoje symfonie za to, aby być wynalazcą lokomotywy.
Katowice mają szczególne powody pretendować do tytułu Miasta Antonina Dvořáka. Bowiem właśnie w stolicy Śląska odbyły się w latach 1928 i 1930 roku polskie premiery dwu najsławniejszych jego oper – Rusałki oraz Diabła i Kasi, a wydarzenia te radio transmitowało na cały kraj, o czym przypomina Małgorzata Komorowska w swej książce o polskich teatrach muzycznych w dwudziestoleciu międzywojennym.
Jednak po wojnie, nowopowstała Opera Śląska, będąca kontynuatorką tradycji i katowickich i lwowskich (we Lwowie Rusałkę wystawiono niedługo po Katowicach, w tym samym 1928 roku) nigdy już po te tytuły nie sięgnęła. Wspomnijmy jednak, że przed dwoma laty, na III Międzynarodowym Konkursie Wokalistyki Operowej im. Adama Didura w Bytomiu w grupie sopranów największym powodzeniem cieszyła się aria tytułowej bohaterki z Rusałki „Měsičku na nebi” (Miesiączku na niebie). No i Diabła i Kasię dwukrotnie pokazały w Bytomiu czeskie teatry operowe: w 1961 z Ostrawy i ostatnio, w listopadzie ub. roku, z Opavy.
Trochę dziwne, że twórca będący stale obecny w naszych salach koncertowych, do polskich teatrów operowych jakoś nie ma szczęścia. Nie pomogło mu nawet to, że aż w dwu dziełach – Wandzie i Dimitriju sięgnął do tematyki polskiej. Tytułowa bohaterka pierwszej opery, to oczywiście ta Wanda, która nie chciała Niemca. A Dimitrij, to osławiony Samozwaniec, z którym na początku XVII wieku próbowaliśmy zdobyć i skatolicyzować Moskwę.
W Dniach Polsko-Czeskich także usłyszymy arię Rusałki i to dwukrotnie, ale… nie w wersji oryginalnej, lecz w przeróbkach skrzypcowej (25 maja w MDK „Koszutka” zagra ją Adam Mokrus) i wiolonczelowej (dzień później, 26 maja w Muzeum Archidiecezjalnym w wykonaniu Wojciecha Fudali).
Adam Mokrus wykona także dwa Tańce słowiańskie i Fantazję słowiańską Dvořáka w transkrypcji skrzypcowej Fritza Kreislera. Tego samego wieczoru usłyszymy jeszcze jedną arię z opery Rusałka – arię Ježibaby, co na polski najlepiej przetłumaczyć jako Babę Jagę. Arię tę jak również kilka Pieśni cygańskich Dvořáka zaśpiewa Anna Borucka (mezzosopran). Obojgu solistom będzie towarzyszyć przy fortepianie Katarzyna Makowska.
Również 25 maja, ale w Muzeum Archidiecezjalnym Pieśni biblijne Dvořáka wykona Paweł Konik (bas-baryton). Tańce słowiańskie tego kompozytora tym razem zabrzmią w autorskiej wersji fortepianowej na cztery ręce. Zagrają je Ewa Danilewska i Michał Biel.
26 maja w Muzeum Archidiecezjalnym Wojciech Fudala obok wspomnianej już wiolonczelowej wersji arii Rusałki zagra także Rondo g-moll Dvořáka oraz dwie duże, trzyczęściowe kompozycje, dwu innych twórców czeskich. Usłyszymy Pohádkę (Bajkę), której pierwotny tytuł brzmiał: Bajka o carze Berendieju, inspirowaną poematem Wasilija Żukowskiego Bajka o carze Berendieju, o jego synu carewiczu Iwanie, o intrygach Nieśmiertelnego Kościeja i o mądrości carewny Marii, córki Kościeja Leoša Janáčka (1854 – 1928). Dodajmy, że Janáček chętnie sięgał po tematy zaczerpnięte z rosyjskiej literatury. Inspiracją do I Kwartetu smyczkowego stała się nowela Lwa Tołstoja Sonata Kreutzerowska, do rapsodii symfonicznej – powieść Mikołaja Gogola Taras Bulba, a opera Kátia Kabanová została oparta na dramacie Aleksandra Ostrowskiego Burza.
W programie recitalu Wojciecha Fudali, któremu towarzyszyć będzie przy fortepianie Marcin Mogiła, znajdzie się też II Sonata na wiolonczelę i fortepian Bohuslava Martinů (1890 – 1959), najkrótsza z jego trzech sonat wiolonczelowych, napisana jesienią 1941 roku niedaleko Nowego Jorku i wykonana po raz pierwszy w 1942 r. w Nowym Jorku. Martinů wyjechał do Stanów poniekąd przymusowo, uciekając przed hitlerowcami w 1940 z okupowanej Francji, w której mieszkał i pracował w latach międzywojennych. Do swojej ojczyzny szczęścia nie miał. W latach wojny jego muzyka była zakazana przez hitlerowców, a w powojennej Czechosłowacji stał się personą non grata, mimo że do końca życia łudził się nadzieją powrotu do kraju. Wrócił dopiero po śmierci – w 1979 roku jego szczątki złożono w rodzinnym grobowcu w Poličce we Wschodnich Czechach.
zeskanuj kod QR telefonem